Żagle na maszt

kapitanW zasadzie to Kapitan. Na służbie przeczytałem już dość dawno temu, jakoś tylko do tej pory nie było okazji by napisać kilka słów o książce. Uprzedzając pytania – tak, film powstał na podstawie wspomnień tytułowego bohatera. I choć jednym z autorów jest oczywiście Richard Phillips, to mam jednak wrażenie, iż duży wkład w powstanie książki miał drugi z autorów – Stephan Talty.

Ale do rzeczy – książka jest w dużym skrócie jest zapisem jednego z rejsów, jakie odbył Phillips. Poznajemy w dużym skrócie jego życiorys, śledzimy drogę zawodową – wszystko by lepiej poznać podejście kapitana nie tylko do własnego życia i bezpieczeństwa, ale także do powierzonych mu obowiązków.  Zaczyna się od przygotować, wyjścia z portu, codziennej rutyny. Aż w końcu nadchodzi to, o czym chyba wszyscy wiedzą i na co wszyscy wyczekują, czyli atak piratów na potężny okręt. Następnie zaczyna się w zasadzie główna fabuła i cała „zabawa”. Jesteśmy świadkami gry, która jest prowadzona na statku.

Z jednej strony mamy tytułowego kapitana, który za wszelką cenę chce ocalić swoją załogę i nie dopuścić do porwania statku i wprowadzenia go n obce wody terytorialne. Wymaga to nie lada sprytu i trzeźwego myślenia, a czasem zwyczajnej odwagi, by starać się ciągle panować nad sytuacją. Z drugiej strony są sami piraci, którym nie wszystko poszło zgodnie z planem, jednak mimo wszystko są zdesperowani, by dopiąć swego. Znają przy tym swoje ograniczenia, dzięki czemu zamiary Phillipsa nie do końca są skazane na niepowodzenie.

Wydawać się może, że książka z początku może nieco nudzić. No bo mamy opisy, przemyślenia, monotonię. Nie wiem, ale osobiście miałem styczność z marynarzami i to, o czym pisze Phillips, świetnie pokazuje trudy tej pracy. Wielomiesięczne nieobecności w domu, dzieci wychowywanie praktycznie bez ojca. Trudy życia na samych statkach, połączone z „trudnym” charakterem. Zdecydowanie to wszystko jest ciekawe. Z wielką przyjemnością czytałem o tym wszystkim, szczególnie w kontekście tego co sam wiem o tym zawodzie.

Duża też w tym zasługa języka samej książki. Bo trzeba przyznać, że napisana została niezwykle sprawnie (chyba że całe pochwały powinny zostać przypisane tłumaczowi). Wszystko to sprawia, że kolejne strony pochłania się z ogromną szybkością, a rozwijająca się fabuła tylko przyspiesza lekturę.

Tak, polecam każdemu, kto lubi poczytać nie tylko coś o morskich klimatach, ale także nieco bardziej filozoficznego. Przemyślenia i przeżycia człowieka, który często z wielu powodów miał pod górkę, a jednak mimo wszytsko jakoś sobie radzi z przeciwnościami losu. No i teraz z tym większą chęcią zobaczę, jak poradzono sobie z przeniesieniem tej historii na wersję filmową.