To nie jest science-fiction

interstellarJeśli dobrze pamiętam, o Interstellar powiedziała mi Paulina. Pierwsze „przecieki”, później trailery. Przy czym jakoś niespecjalnie śledziłem same informacje o filmie. Ziemia ma dosyć ludzkości, więc postanawia się jej pozbyć. Głód, nieunikniona eksterminacja. I oczywiście ostatnia szansa – tajemniczy tunel do innego wszechświata.

I tutaj jest nasz główny bohater – Cooper – grany przez zbierającego ostatnio świetną prasę Matthew McConaughey. Jako były pilot NASA ponownie ma możliwość zasiąść za sterami – tym razem jako członek ekspedycji. Do nowej galaktyki wysłano dwunastu śmiałków, którzy mieli zbadać wybrane planety i przekazać informację, czy któraś z nich może zostać „nową Ziemią”. Żeby bardziej wszystko skomplikować, Cooper zostawia na miejscu swoje dzieci.

Powiem tak – jak dla mnie to zdecydowanie nie jest film science-fiction. Ok, nie ma tu może jakiejś totalnej fantastyki, bo wszystko co się pojawia, jest w jakiś sposób wyjaśnione. Nie mam niestety kompetencji naukowych by oceniać, czy scenarzyści mają rację czy to może totalna abstrakcja. W każdym razie – nic co się pojawiło na ekranie nie zaburzyło odbiór. W każdym razie – jak dla mnie to przede wszystkim film o ludziach i o tym co ich łączy. I dodam, że przy okazji to bardzo smutny film. Paula beczała i mnie kilka razy coś wpadło do oka ;) Emocje Nolan przekazał fenomenalnie.

A do tego wszystkiego kosmos. Ogromny, majestatyczny i cichy. Z prze genialną muzyką Zimmera. Tak, czuć Odyseję kosmiczną. Ale to komplement w tym wypadku. Zresztą Nolan co najmniej kilka razy puszcza do widza oko odwołując się do innych dzieł filmowych. A do tego roboty – zrezygnowano z humanoidalnych form na rzecz sześcianu obdarzonego inteligencją. I roboty wiele razy będą kradły sceny, bo ich role rozpisano fenomenalnie – TARS jest mistrzem.

Co zazgrzytało? Obsada. O ile większość aktorów poradziła sobie bez problemu, o tyle dwójka niestety już moim zdaniem nie. Anne Hathaway jako Brand jest nijaka. Jeśli to ma być naukowiec, który ratuje gatunek, to ja dziękuje bardzo. Kompletnie mnie nie zainteresowała graną przez siebie postacią. Druga osoba to Matt Damon, który po prostu grać nie umie, więc w zasadzie był taki jak zwykle. Za to p raz kolejny Casey Affleck pokazał, że jest lepszym aktorem od brata.

Więcej nie będzie. Nas końcówka filmu wgniotła w fotele, a nie byliśmy nawet w IMAX. Tak, można pewnie było nieco skrócić niektóre fragmenty – film trwa prawie trzy godziny. Ale całkowicie nie zgodzę się z głosami, że jest przegadany i zbyt ckliwy. Że za dużo w nim o miłości i emocjach. Bo dla mnie to właśnie było w nim najlepsze. Ukazanie emocji i obserwowanie, jak cała historia się skończy. I jak cegiełki układają się w spójną całość. Zabawy czasem są przerażające.