Jak zepsuć dobre

Screenshot_2014-02-03-23-28-39Są gry, które obrosły legendą. Czasem jest to tytuł przyznawny na wyrost – wiadomo sentyment – czasem jednak jest to opinia zasłużona. Cóż, dla mnie taką właśnie serią jest Dungeon Keeper. O ile jeszcze pierwsza część była średnia, o tyle w drugą się zagrywałem. I dopiero któraś generacja Windowsa zakończyła tą przygodę.

Nic więc dziwnego, że wiadomość o pojawieniu się wersji mobilnej przyjąłem z entuzjazmem. Darmowa – fajnie. Ale tworzona nie przez oryginalne studio (co nie dziwi). Obawy wzbudził jedynie wydawca – EA. Powiedzieć, że ma on dość dziwne pomysły, to jakby nic nie powiedzieć. Ale powoli.

Screenshot_2014-02-03-23-28-55Zacząć należy od tego, czym była klasyczna gra. Jako władca podziemi, do szpiku kości przesiąknięty złem, mamy za zadanie rozbudować własne włości. Przy okazji wyciąć w pień zastępy bohaterów. Jest to więc dość nietypowy RTS, którego akcja całkowicie toczy się pod ziemią. Drążymy (w zasadzie to nasze chochliki) tunele, wyznaczamy obszary pod różnego rodzaju komnaty i werbujemy stwory. Co ciekawe, były one dość wybredne i trzeba było spełnić określone warunki, by dany „gatunek” zechciał się u nas osiedlić.

Screenshot_2014-02-03-23-29-09A do tego przychodził dzień wypłaty. Tak tak, plugawe istoty nie robią nic za uśmiech czy dobre słowo. Taaak, gra była nie tylko ciekawa, ale i śmieszna. I zdecydowanie zapadła mi w pamięci.

Sciągam więc port mobilny, odpalamy. Grafika nieco cukierkowa, ale ok, da się to przeżyć. Widzę klasyczny układ, serce lochu, wydrążone korytarze. I zapowiada się ciekawie. Tutorial pokazujacy podstawy gry i nawet odwzorowano niektóre mechanizmy. Niestety nie pozwolono dowolnie wyznaczać obszarów pod komnaty, za to zyskały one możliwości rozwijania. Zmniejszono też wymagania samych stworów. Teraz wystarczy mieć komnatę danego typu. I nie trzeba im płacić. Ani ich karmić.

Screenshot_2014-02-03-23-29-24Dobra, rozumiem. To tylko wersja mobilna, przecież nie musi być idealnym odwzorowaniem swojego pierwowzoru. Katastrofa przyszła dopiero z czasem. Na początku wszystko wygląda dość przyjemnie. Wynaczamy obszary do przekopania, kupujemy komnaty, rozkładamy pułapki. Światełko ostrzegawcze zapaliło się przy ilośći chochlików. Są dwa. I owszem, możemy kupić kolejne, ale za specjalną walutę w grze. A tą – nie urywajmy – pozyskać możemy głównie za prawdziwy hajs.

I niestety to jest gwóźdź do trumny. Gra jest do przesady napchana mikrotransakcjami. Przekopanie tunelu zajmuje zwykle kilka sekund. Są jednak rodzaje skał, które trzeba drążyć cztery godziny. Albo dwdzieścia cztery. Oczywiście można przyspieszyć cały proces. Jak zapłacimy. Podobnie wygląda budowanie czy rozwój komnat. Na początku zajmuje to kilka minut. Jednak wraz z levelem czas ten wzrasta. I czekamy. Albo płacimy.

Screenshot_2014-02-03-23-29-40Nie wiem czyj to pomysł. Czy autorów, czy wydawcy. Znając jednak zagrania EA, skłaniam się ku temu drugiemu. Sorry, ale nie. I nie wiem czy będzie ktoś na tyle naiwny, by dłużej grać w ten tytuł i pompować w niego kasę. Serio, wolałbym zapłacić te kilkanaście złotych i dostać prawdziwego Dungeon Keepera, z normalnymi zasadami i nawet cukierkową grafiką. Cokolwiek, byle nie to coś, co udaje, że jest darmową grą.

Bo nie jest. Omijać z daleka, szkoda czasu.