Bond w spódnicy

sylviaJednym z woblinkowych kotów swego czasu okazała się książka Sylvia. Agentka Mossadu. Fajnie, lubię sobie poczytać czasem coś nieco bardziej historycznego, opartego na faktach. Bo tak, autor przestawił w książce historię – oczywiście nieco zmienioną – prawdziwej agentki.

Przyznam się, że do tej pory nie czytałem żadnej pozycji o Mossadzie. Kilka razy przymierzałem się do różnych, ale jakość zawsze kończyło się na niczym. W Agentce śledzimy losy Sylvii od dzieciństwa spędzonego w Afryce, poprzez przybycie do Izraela, naukę i wreszcie wstąpienie do Mossadu. Ciekawe na pewno jest to, że często poznajemy motywację głównej bohaterki. Bo muszę zaznaczyć, że cała książka jest fabularyzowna.

Równocześnie z rozwojem fabuły, równolegle ciągnięty jest wątek głównego ówczesnego przeciwnika Mossadu. Jak zaznaczono już we wstępie samej książki, musi on być niestety dość mocno „wymyślany”, gdyż o wielu sytuacjach autorzy po prostu nie wszystko wiedzą. Na pewno jednak nie jest to postać nudna.

Po wstąpieniu do służby Sylvia zostaje wysłana do Europy. Większa część książki to właśnie opis jej życia już jako agentki, co oczywiście nie dziwi. Fałszywa tożsamość, zbudowana z niezywkłym mozołem i dbałością o detale. Bohaterka miała udawać fotografkę, więc przeszła normalne kursy dla fotografów. Szkoda, że same zadania i misje opisane są zdawkowo. Albo inaczej – mało w nich faktów, szczegółowych opisów, planów sytuacyjnych. Widać, że książka pisana była z myślą raczej o przeciętnych czytelnikach, a nie fanów historii.

I gdy tak podejdzie się do tej pozycji, to nie ma jej dużo do zarzucenia. Napisana jest sprawnym językiem, czyta się ją dzięki temu szybko. Nieco śmieszyć może pewnego rodzaju indoktrynacja lub momentami naiwność bohaterki. Często powtarza, z jaką chęcią służy krajowi, jak czuje się z nim związana. Często też powtarzane jest, jak to Mossad dba o „minimalizowanie strat”. Jak to odracza pewne akcje, bo mógłby ktoś ucierpieć. Na tyle często się to powtarza, że rzuca się w oczy.

Czy więc warto? Na pewno można jako ciekawostkę. Dość luźną pozycję, która nie traktuje może stricte o Mossadzie, co raczej jest opowieścią o agentce. Osobie, poświęcającej siebie w służbie krajowi. Sama książka nie jest długa, więc dwa-trzy dni przerwy od innych lektur można poświęcić. Nie liczcie jednak na arcydzieło.