Stare media

film_supermanGdyby ktoś przeoczył, miesięcznik FILM kończy swoją działalność. To plus parę artykułów i wpisów na temat mediów i blogosfery dało mi trochę do myślenia. A dodatkowo – zupełnie przypadkowo – MojaTrawa zamieściła wpis, który jest bliski także moim poglądom na pewne sprawy. Ale do rzeczy.

Co jakiś czas powraca dyskusja na temat upadku prasy i mediów jako takich. Kto śledzi nakłady i realną sprzedaż ten wie, że większość tytułów z roku na rok ma się coraz gorzej. W końcu spotka je pewnie to, co spotkało FILM. Regularnie też za taki stan rzeczy obwiniane są „nowe media”, czyli internet. Tylko czy słusznie?

Jasne, w necie jest wszystko. A nawet jeśli nie, to zdecydowana większość. Szukasz newsów? Proszę bardzo – od zagranicznych serwisów, poprzez polskie aż na stronach miłośników i blogach kończąc. Recenzje? Też są. I to praktycznie w dniu premiery. O ile jeszcze gazeta ma szanse konkurować pod względem szybkości, o tyle tygodnik czy miesięcznik jest na przegranej pozycji. Czym więc mogą konkurować?

Jakością i publicystyką. Przeszukajcie sobie net. Jasne, są i w nim teksty publicystyczne. Ale jest ich zdecydowanie mniej od newsów czy recenzji. A już porządna publicystyka, przemyślana, solidnie uargumentowana – taka która umie się obronić – to rzadkość. Wiele też do życzenia pozostawia sam warsztat. Zresztą mam bloga to widzę. Teksty nie przechodzą profesjonalnej redakcji i korekty. Są czytane w celu wyłapania największych baboli i leci. Publikuj.

Skoro rozwiązanie problemu wydaje się tak banalne, to czemu nikt go nie wdraża? Cóż, powodów jest kilka. Pierwszy sprawa to fakt, że wymagająca treść związana jest z wymagającym czytelnikiem. Prościej, szybciej i łatwiej jest naklepać paręnaście newsów o dupie Maryny i wrzucić jakieś kontrowersyjne zdjęcie na okładkę. Skoro lud chce igrzysk, to dostanie je. Problem tylko taki, że ludzie mało wymagający najczęściej mają też mało wymagającą pracę. Co implikuje prostą rzecz – wydatki na kulturę są bardzo daleko na liście potrzeb. A w necie informacyjną papkę mają za darmo.

Druga sprawa to wspomniana jakość. I o tym pisała też poniekąd MojaTrawa. Sam mam dosłownie kilku autorów, których po prostu lubię czytać. I nie chodzi nawet o to, że ślepo im wierzę. Ba, często mam totalnie odmienne poglądy i zdanie. Ale oni potrafią uargumentować swój punkt widzenia. I ok, każdy ma prawo do swojego zdania. Co jednak z tego, skoro większość „dziennikarzy” to jednak osoby bez jakiegokolwiek polotu czy własnych przemyśleń? Legitymacja prasowa nie robi z nikogo dziennikarza. Co najwyżej da pewne przywileje, ale i nałoży obowiązki, o których to chyba się ostatnio nieco zapomina.

I tutaj wskakują amatorskie serwisy i my, czyli blogerzy. Może nie mam wykształcenia humanistycznego (informatyka jest jednak trochę daleko od dziennikarstwa). Może i też wrzucam głównie recenzje, a publicystyka pojawia się od święta. Jasne, w tekstach są błędy (takie czystko językowe) – i zawsze za nie przepraszam. Ale jesteśmy autentyczni. Nikt nie stoi z batem za moimi plecami i nie mówi mi co i jak mam pisać. Jak mam myśleć i co mam czuć. Nie jestem dziennikarzem. Nie muszę rzetelnie weryfikować każdej informacji i pozostawać bezstronny. Nawet nie chciałbym. Nie znaczy to, że mogę odstawiać „bylejakość”.

W krytykowaniu nowych mediów i blogów jako takich często rzucany jest argument właśnie o jakości i rzetelności. Że można napisać co się chce. Serio? Czy jeśli niesłusznie obsmarowałbym firmę, to serio sądzicie że nie poniósłbym konsekwencji? Że firma nie ma możliwości udowodnić swojej niewinności? I druga sprawa – czy pisząc „na odwal się”, z wyrachowaniem – ktoś by to czytał? Blogów są tysiące. Dziesiątki tysięcy. A my szukamy tych autentycznych, gdzie styl autora najbardziej przypadnie nam do gustu. Problemem jest tylko i wyłącznie przefiltrowanie szumu informacyjnego i znalezienie własnych miejsc.

„Stare media” zdały się zapomnieć o tym, że liczy się nie tylko czytelnik, ale i autor. I to nie gwiazdor czy celebryta. Ale dziennikarz z krwi i kości, który ma swój styl, swoją charyzmę i osobowość. Mam szczerą nadzieję, że niektórzy autorzy blogów ciągle będą się rozwijali i trzymali swój poziom. Że może w końcu doczekamy się tego, że przestanie być sztucznie rozdmuchiwany konflikt interesów. Gdy wchodziła telewizja przewidywano upadek książek. Kaseta VHS to miał być zmierzch kin. Czasem trzeba się po prostu dostosować i odpowiednio reagować na zmieniające się otoczenie. A nie ślepo bronić swojego kawałka podłogi.