O samochodach. Czasami.

wytracony-z-rownowagi-jeremy-clarksonCiężko nie kojarzyć przynajmniej osoby Jeremiego Clarksona. Zapewne większość osób przynajmniej słyszała o programie Top Gear, którego jest prowadzącym. Zapewne mniej znane są jego felietony poświęcone motoryzacji w brytyjskiej prasie.

Wytrącony z równowagi to właśnie najnowszy zbiór takich felietonów, choć nie są to najnowsze pozycje, bo książka zaczyna się w 2008 roku. Można się zastanawiać, jaki jest sens czytania ich po tak długim czasie. Przecież chodzi w nich o recenzowanie nowych modeli aut. Cóż, sens jest.

Gdyby ktoś jednak nie kojarzył autora – Jeremy jest osobą o niezwykle ciekawych poglądach. Barwnych, niektórzy pewnie nawet powiedzą – kontrowersyjnych. A przy tym najczęściej – rozbrajająco wręcz prostych i naiwnych. Ma także ogromne poczucie humoru.

I tutaj dochodzimy do sedna. To tylko pozornie książka o samochodach. Jasne, w każdym artykule znajduje się zdjęcie omawianego modelu. Jest nawet podpis, o jakie auto konkretnie chodzi. I dobrze, bo z treści czasem nie idzie się tego dowiedzieć.

Clarkson w przeważającej większości opisuje swoje życie. Problemy, jakie ma z dziećmi, z innymi uczestnikami dróg, z debilnymi pomysłami rządu i całą otaczającą go rzeczywistością. Nieraz w całym felietonie o samym samochodzie znajdziemy jeden mały akapit gdzieś pod koniec.

Czy to w czymkolwiek przeszkadza? Absolutnie nie. Książka jest niezwykle zabawna. Oczywiście jeśli odpowiednio do niej podejdziemy. Jeśli ktoś szuka rzetelnych recenzji – to raczej nie tutaj. Jeremy jest do bólu subiektywny. Chwali to co brytyjskie, miesza z błotem niemieckie. Ale wszystko to robi z niezwykłym humorem i klasą.

Książka jest dość długa (Kindle mówi, że ma 7000 lokacji). Ale czyta się ją z niezwykłą przyjemnością. Język jest dużo lepszy niż w pierwszych książkach z serii „Świat według…”. Jeremy idealnie wyważył informacje, jakie przemyca w tekstach. Nie zanudza szczegółami technicznymi aut z jednej strony, ale z drugiej dowiemy się jakie mają silniki i jak się nimi jeździ.

Jak sam pisze, Clarkson stawia się w roli przeciętnego kupującego i zastanawia się, czy chciałby mieć takie auto. I jest to bardzo dobre podejście.

Zdecydowanie polecam, nie tylko – a może przede wszystkim nie dla – fanom motoryzacji. To kawał solidnej porcji dobrej zabawy, doprawionej specyficznym podejściem Clarksona do świata i jego problemów.