KGB #3 – Długość Gry

kgb3W karnawale tym razem za przodownika robi beamhit, a tematem przewodnim jest długość gry. Z tematu osobiście jest bardzo zadowolony, bo już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie podobny tekst.


Pamiętam jak lata temu miała miejsce premiera Baldur’s Gate. Jak potężnym hasłem reklamowym była długość gry. Liczona w dziesiątkach, jak nie setkach, godzin. No ale wiadomo, to była w końcu komputerowa gra fabularna. Miała być długa i z rozmachem. Zresztą przecież podobnie miały Fallouty. A dzisiaj? Tyle się mówi o tym, że gry stały się przerażająco krótkie. Ale czy na pewno?

Zasadniczo na pewno należy rozbić monolit „gier”, bo samo pojęcie jest zdecydowanie zbyt pojemne. Mamy przecież gry sportowe. Ciężko tam mówić o tym, by mialy być długie. Sam uwielbiam serię FIFA. I czymś przegenialnym jest możliwość odpalenia konsoli na 10-15 minut, zagranie meczyku i wyłączenie. I „żywotność” takiego tytułu jest praktycznie nieskończona. O ile nie przeszkadza nam z czase przestarzała grafika czy nieaktualne składy.

Kolejną grupą są strzelanki. Pamiętam, że kampania w Battlefieldzie 3 zajęła mi 4 albo 6 godzin. W każdym razie – niewiele. Dwa wieczorki i pękło. I to było zdecydowanie za krótko. Tylko że – nie ukrywajmy – jest to tytuł skierowany głównie na zabawy multiplayer. A te szybko jednak się nie znudzą. No bo jak przejść multi? Do tej pory mamy przegrane coś około 300 godzin w multi. Mało? A ciągle gramy, pomimo premiery czwórki. A wracając do singla – tak, fabuła mogła być dłuższa. Dobrym przykładem jest tutaj choćby ostatni Tomb Raider. Kilkanaście ładnych godzinek. Podobnie Dead Island Riptide. I nie dziwie się, że one nie wymagają poświęcenia setek godzin. No bo co miałbym tam robić? Do przodu i sztrzelamy.

Zobaczmy też sandboxy. GTA, Skyrim, ostatnie Fallouty. Jasne, główna linia fabularna może nie zajmuje setek godzin. Ale przecież po jej skończeniu wcale nie ukończyliśmy gry. Tam jest tyle zadań pobocznych i różnych interakcji, że w tych wirtualnych światach można spokojnie spędzić setki godzin. I nie nudzić się. Dlatego z wielkimi nadziejami czekam na trzeciego Wiedźmina, gdzie ma także być otwarty świat.

Mamy też w końcu strategie. Od tych prostych zaczynając, na kolosach 4X kończąc. Ok, może i są jakieś krótkie. Ale taka Cywilizacja? Przecież to wciąga jak dobre bagno. Odpalasz na chwilkę, by skończyć o 3 w nocy. I od rana znowu chcieć grać. A najlepsze jest to, że nawet nie grasz w żadne scenariusze. Po prostu – rozwijasz własne państwo. Zresztą, Europa Universalis i pochodne to ta sama zasada. A odchodząc nieco dalej – a symulatory piłkarskie? Football Manager – niby tabelki, niby wykresiki. A grywalność ogromna. No i jak tu „przejść” taką grę? Zawsze są jakieś cele do osiągnięcia.

Zupełnie inna sprawa to sami gracze. Zobaczcie ile premier mamy miesięcznie. Co najmniej kilka. Z drugiej strony, stajemy się coraz starsi. Pamiętam czasy, gdy wracałem w piątek z liceum, plecak w kąt i trzeba było przejść jakiś tytuł. Siedziało się weekend albo dwa aż „pęknął”. I można było rozgladać się za kolejnym. A dzisiaj? Człowiek dorasta, dochodzą nowe obowiązki. Nie każdy i nie zawsze ma możliwość odpalenia kompa czy konsoli na parę godzin. A przecież żeby wejść w fabułę na przykład cRPG-a trzeba poświęcić mu czas.

Dorastanie ma jeszcze jeden wpływ. Gry stają się łatwiejsze. Z wiekiem nabieramy wprawy. Strzelanki szkolą nasz refleks i każdy kolejny tytuł wydaje się łatwiejszy. Podobnie strategie. Im więcej gramy, tym jesteśmy lepsi. To naturalne. A im jestśmy lepsi, tym łatwiejsze wydają się nam gry. I tym szybciej je przechodzimy. Pamiętam jak po kilku latach wróciłem do Dungeon Keepera 2. Za pierwszym razem nie mogłem przejść misji gdzieś w połowie gry. Po latach cała gra zajęła mi kilkanaście godzin.

Tak że ja osobiście cieszę się z tego, że są też gry dla mnie. Że jest tak duży wybór. Jeśli zechcę, mogę odpalić jakiegoś klasycznego cRPG-a i zanurzyć się w fabule i wykreowanym świecie. Ale równie dobrze mogę polatać z saperką w Dead Island przez godzinkę. Albo zrobić jakąś trasę w symulatorze. Daleki jestem więc od narzekania, że gry robią sie coraz krótsze. Mi to całkowicie odpowiada. Bo i czas jaki mogę im poświęcić jest coraz krótszy. A nie chcę z nich rezygnować.