Gdzie moja bryka?

gta1No dobra, przecież nie mogło być wpisu o innej tematyce. Dzisiaj swoją oficjalną premierę ma GTA 5. Kolejna część chyba najbardziej oczernianej serii. Tak tak. To właśnie produkcja Rockstar Games odpowiada za wszystkie zło na całym świecie. I to już od 1997 roku.

Wtedy bowiem pojawiło się pierwsze Grand Theft Auto. Przyznam szczerze, że nie grałem w nie wtedy. Pewnie dlatego, że pierwszego pc-ta dostałem rok po premierze. I dopiero gdzieś pod koniec 98 roki odkryłem GTA. Jakimś sposobem dotarło do mnie demo.

gta2Koncepcja gry była banalna. Mamy widok z góry na miasto. Chodzą sobie ludziki, jeżdżą auta. I pośród tego wszystkiego my, cali na bia… No stoimy sobie. Zaczynamy swoją karierę w przestępczym światku. Oczywiście startujemy od zera i wykonujemy misje zlecone of bossów mafijnych. Z początku pięści zastępujemy marnym pistoletem, jednak dość szybko zdobywamy lepszy arsenał. Karabin, miotacz ognia, bazooka. Niby niewiele, ale w tamtych latach to wystarczyło.

gta3W GTA urzekało jednak coś innego – pełna dowolność. Nie wiem czy przypadkiem nie był to pierwszy sandbox. Albo przynajmniej jeden z pierwszych. Pomyślcie, mamy całe żyjące miasto i możemy w nim robić co chcemy. Ukraść samochód, kogoś pobić albo przejechać. Ścigać się po ulicach z policją albo po prostu wypełniać misje.

Dość szybko pojawił się najpierw dodatek, a potem część druga. Jednak nie przykuły one specjalnie mojej uwagi. Praktycznie nie wnosiły nic nowego. I w zasadzie nie śledziłem, co się dzieje z serią. Aż do roku 2002. Wtedy to na komputery wyszła część trzecia. Rewolucyjna, bo w pełnym trójwymiarze. To już nie był zlepek kilku pikseli widziany z lotu ptaka. Kierowaliśmy postacią niczym w grach TPP i oddano nam do użytku ponownie całe miasto.

gtavcPamiętam, że mój komputer odmówił współpracy. Nie chciał wyświetlić ogromu świata, jaki zaserwowali graczom twórcy. Męczyłem się na niskich detalach z licznymi spadkami klatek. A gdy tylko w niecały rok później udało się w końcu wymienić kompa okazało się, że wyszło Vice City. Dla mnie najlepsza część cyklu. Klimat Miami lat 80-tych. No i w końcu do serii wróciły motocykle. Ja wiem, że wielu się może dziwić. Ale kurcze, ja się wychowałem na Policjantach z Miami. To był dla mnie kultowy serial. A gra idealnie oddawała jego realia.

gtasaRockstar utrzymywał tempo i w kolejnym roku ukazało się San Andreas. Oczywiście jeszcze większe i jeszcze bardziej rozbudowane. Nasz czarnoskóry bohater mógł teraz na przykład skoczyć do fryzjera albo na siłkę. Pełen wypas, ja jednak po krótkiej przygodzie wróciłem do słonecznego Vice City.

Bo trzeba twórcom przyznać, że cały czas rozbudowywali swój produkt. O ile pierwsze części nastawione były jednak głównie na sianie zniszczenia, od trzeciej części ulegało to zmianie. Można było pojeździć jako taksiarz, medyk albo strażak. Ba, można było nawet stanąć „po drugiej stronie” i jako policjant pobawić się w łapanie przestępców.

gta4

Pełnoprawna kontynuacja przyszła jednak dopiero w 2008 roku. Oczywiście nie zmienił się schemat rozgrywki. Tytuł uzyskał jednak dość ciekawą fabułę losów imigranta. Do tego oczywiście jeszcze więcej opcji „okołofabularnych”. Czwórka przypadła mi do gustu i spędziłem „na mieście” sporo godzin. Także jeden z dodatków, który opowiadał losy gangu motocyklowego, wciągnął mnie na parę godzin.

gta5A teraz pojawia się część piąta. Bohaterów ma być trzech i tak jak zwykle – więcej i lepiej. Ja jednak czekam głównie po to, by móc po prostu szwendać się po okolicy. By zwiedzać świat przygotowany przez twórców i wyszukiwać poukrywanych smaczków. Bo to zawsze najbardziej pociągało mnie w tej serii. Że mogę wsiąść do auta lub wskoczyć na motocykl i porobić to, na co mam ochotę. Porozbijać się po mieście, porobić misje, obrobić sklep albo spowodować ogromny karambol.

Tak, pewnie znowu pojawią się głosy, że GTA trzeba zakazać. Że tworzy z ludzi morderców. Cóż. Gram w gry od 98 roku. Różne. Seria Battlefield nie zrobiła ze mnie żołnierza. A F1 nie spowodowała, że stałem się kolejnym Kubicą. I choć SimCity nie zrobiło ze mnie prezydenta miasta, to – idąc logiką przeciwników – mam nadzieję, że jednak Rocksmith może zrobi ze mnie gwiazdę rocka.

A tymczasem – do zobaczenia na ulicach Los Santos.