Krzyk pod wodą

Po Larssonie, którego swego czasu już recenzowałem, nabrałem ochoty na jakiś kolejny kryminał w skandynawskich klimatach. Nie jestem jakimś wielkim znawcą (jeszcze) tej tematyki, dałem się więc „skusić” na nowość na rynku od Insignisa – Krzyk pod wodą. Jak wyczytałem na stronie wydawcy – książka zdobyła w 2010 roku nagrodę na najlepszą duńską powieść kryminalną. Nie ufam jednak zbytnio w reklamy.

Z góry mogę przeprosić za częsty brak odpowiednich skandynawskich literek. Gdzie potrafiłem takowe umieścić – starałem się to robić.

Zdecydowana większa część akcji powieści dzieje się w Danii, a dokładniej w Kopenhadze. Wraz z Katrine Wraa – psycholog – przyjdzie nam rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci lekarza. Z pozoru wygląda to jak przepis na typową fabułę typowego kryminału. Tak jednak nie jest. Czytając informacje o książce miałem nieodparte skojarzenia z emitowanym na Polsacie serialem Kości. Policja szuka nowych sposobów do walki z przestępczością, sięga więc po pomoc specjalistów z innych dziedzin. Tutaj padło na ekspertkę od profilowania kryminalnego.

Oczywiście nie zabrakło policyjnego partnera w postaci Jensa Hoga, zafascynowanego młodą profilerką. Standardowo też w powieści autorzy umieścili postaci funkcjonariuszy, którzy niezbyt przychylnie oceniają cały eksperyment z angażowaniem do śledztw człowieka „z zewnątrz”, nawet jeśli ma tak dobre referencje jak Katrine.

Ciężko jest opisywać fabułę kryminału, jednocześnie nie zdradzając, że zabił ogrodnik. Powiem więc tak – początkowo wszystko wydaje się jasne i rozwiązanie podane jest praktycznie na tacy. Jest trup, jest motyw, jest zabójca. I w zasadzie dość mocne dowody. Ale tutaj wkracza intuicja dwójki bohaterów, którzy zaczynają drążyć temat. I nie wszystko okazuje się takie, jakie się wydawało. Fabuła jest zdecydowanie mocną stroną książki. Wszystkie elementy ładnie wskakują na swoje miejsca i – jak się okazuje – nic nie jest przypadkowe. Dziwić może tylko niejakie „porzucenie” niektórych wątków.

To, do czego można mieć zarzuty – to sposób prowadzenia dialogów oraz narracja. Te pierwsze często sprawiają wrażenie sztucznych. Postaci – zaledwie po kilku spotkaniach, potrafią opisywać z detalami swoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Trochę to dziwi przy lekturze, z drugiej strony dzięki temu książka nie wydaje się „przegadana” i sztucznie nadmuchana. Podobnie parę razy podczas czytania nie wiedziałem kto co robi i z jakiej perspektywy prowadzona jest narracja. Nie wiem czy to wina tłumacza, czy też błędnego formatowania pliku .mobi, ale wydaje mi się że brak było w paru miejscach linii odstępu.

Nie zmienia to jednak faktu, że lektura sprawiła mi dużo przyjemności. Przygody i przeszłość Wraa – choć może nie są tak emocjonujące i „mocne” jak Salander u Larssona – wciągnęły mnie i z chęcią zapoznałbym się z dalszą twórczością autorów. A ze strony wydawcy wynika, że planowana jest jakaś dłuższa seria, do której Krzyk pod wodą jest niejako tylko wstępem.

Moja ocena: 4+/5