Kindle 4 Classic

Z zamiarem kupienia Kindla nosiłem się już od dłuższego czasu. Zwlekałem tak długo, aż Amazon dopatrzył się faktu, że nie dolicza do wysyłek do Polski żadnych dodatkowych opłat związanych z podatkami. Podwyżka cen ostudziła mój zapał, szczególnie że szykowałem się na wersje Keyboard z 3G. Czas jednak mijał i pojawił się Kindle 4, co prawda bez 3G, ale też sporo tańszy od poprzednika (109$). Zamówienie złożone, dolary przelane (łącznie 159,88$). Leć do tatusia.

Wersja zamawiana oczywiście ze sklepu Amazona, bez reklam, bez pośredników na alledrogo i innych. Pierwsze zaskoczenie – czas dostawy. W Phoenix nadano 20 stycznia. W Szczecinie miałem 23 stycznia. No kurde. Paczki z drugiego końca miasta dłużej idą. Drugie zaskoczenie to sama przesyłka. Małe szare pudełeczko z ekologicznego kartonu oblepione naklejkami adresowymi. Proste otwarcie i puff – tak powstał chocapic. W pudełku znajduje się niezbędne minimum – jednostronicowa instrukcja, przewód USB<->microUSB do ładowania i podłączania do komputera oraz sam czytnik.

Dla tych którzy jeszcze czytają i nie wiedzą o czym piszę – Kindle to czytnik ebooków, posiadający wyświetlacz wykonany w technologii E-Ink. Oznacza to, że nie świeci nam wyświetlaczem w oczy, a tekst na nim wygląda jak wydrukowany. Minus – do czytania trzeba zewnętrznego źródła światła. W zamian możemy czytać w pełnym słońcu – odbicia ekranu są minimalne. Porównałbym do zadrukowanej strony papieru kredowego. Niby coś tam odbija, ale jakoś strasznie to nie przeszkadza.

Sam czytnik jest bardzo cienki, mały (wg Amazonu – 166 mm x 114 mm x 8.7 mm) i lekki (jak poprzednio – 170 gram). Bez problemu mieści się w mojej dłoni i pozwala czytać absorbując tylko jedna rękę. Jak dla mnie super. Dwa duże klawisze po bokach do przełączania stron dalej, dwa nieco mniejsze do cofania oraz kilka klawiszy funkcyjnych. Jest banalny w obsłudze. Największe beztalencie bez problemu da sobie rade. Amazon chwali się, że na jednym ładowaniu trzyma około 3 tygodnie. Od 23 stycznia właśnie dzisiaj następuje drugie ładowanie. A czytam bardzo dużo i często jestem wpięty do Wi-Fi.

Jak wygląda codzienna praca z Kindlem? Przede wszystkim wypadałoby mieć jakieś książki do czytania. Według Amazonu czytnik obsługuje trochę formatów (Kindle (AZW), TXT, PDF, unprotected MOBI, PRC natively; HTML, DOC, DOCX, JPEG, GIF, PNG, BMP through conversion), jednak z tego co zauważyłem, to u nas najpowszechniej spotykanym jest MOBI. Mając już książkę w tym formacie, należy wgrać ją na czytnik. Można to zrobić albo poprzez podłączenie kablem, albo wysyłając na specjalny amazonowy adres, albo korzystając ze specjalnego programu (wymagany Windows). Każda z tych opcji jest banalnie prosta. Jeśli mamy format ePub, wystarczy mieć program Calibre i jednym kliknięciem można wygenerować z niego MOBI. Zerowy poziom skomplikowania.

Kindle zapewnia około 1,25GB miejsca na czytniku. Średnia wielkość książki to 1MB (najczęściej nawet mniej). To zapewnia dużo miejsca na lekturę. Nieco gorzej prezentuje się sytuacja z PDF-ami. Te ważą więcej a i sama wygoda czytania jest nieco mniejsza. Co prawda można obrócić ekran i powiększyć czcionkę, jednak do nie do końca to. Jeśli ktoś zamierza w większości czytać duże kolorowe PDF-y, może warto zainteresować się Kindle Fire lub jakimś tabletem.

Problemem może być za to pozyskanie literatury w ojczystym języku. Pomijając chwilowo Amazon, który sam chyba nie wie czy chce sprzedawać polskie książki czy nie, to na naszym rynku działa tylko kilka liczących się sklepów – nexto, virtualo, bookoteka, ebookpoint oraz rw2010. Ostatnio do tego grona dołączył empik ze swoją ofertą książek w formacie MOBI. Wydawać by się mogło, że liczba znaczna. Niestety, sporo wydawców z uporem maniaka zabezpiecza swoje pliki DRM-em, co skutecznie utrudnia korzystanie z nich. Bardzo ciężko dostać też pozycje starsze lub mniej popularne. Wiele do życzenia pozostawiają też ceny – często są tylko parę złotych niższe od wersji papierowej. Pozostaje wyczekiwać promocji.

Ja w każdym razie jestem czytnikiem zachwycony. Jeden z chyba najlepszych sprzętów, jaki posiadam. Odpalam, gdy trzeba włączam Wi-Fi i ściągam nowe książki, jak nie to klik na książkę i jestem w miejscu, gdzie ostatnio skończyłem. Klik na przycisk power i już leży uśpiony i nie pobiera prądu. Zero zmęczenia oczu od wpatrywania się w monitor, praktyczny brak refleksów, pewnie leży w dłoni. A do tego nie muszę się wieczorem martwić, żeby naładować na kolejny dzień. Czy mogłoby być lepiej? Ano mogło – mógłby być tańszy i mieć to cholerne darmowe 3G od Amazonu. A najlepiej, gdyby rozdawali go za darmo.

Bez dalszego przeciągania – jeśli ktoś bardzo dużo czyta książek, będzie bardzo zadowolony. Dla niezdecydowanych albo szukających większej ilości informacji – polecam fenomenalny serwis Świat Czytników. Jego lektura mnie osobiście przekonała do zakupu.

PS – zdjęcia robione oczywiście kalkulatorem. Za jakość autor nie odpowiada.