geim

geimKindle ma tą zaletę, że można go zabrać ze sobą praktycznie wszędzie a waży przy tym tyle co nic. I dzięki temu, czekając w kolejce u lekarza, można kontynuować lekturę.  A tym razem na tapetę trafiło przedpremierowe wydanie debiutanckiej powieści [geim] Andersa de la Motte. Czytając zapowiedzi i informacje zamieszczone na stronie wydawcy sądziłem, że szykuje się kolejny –  taśmowy już nieco – kryminał ze Skandynawią w tle. Czasem dobrze jest się pomylić.

Nie wiem, jak „oficjalnie” zaklasyfikowany jest [geim], jednak ja postrzegam go raczej jako thriller niż „rasowy” kryminał. Nie ma tutaj tradycyjnego trupa na „dzień dobry”, nie ma też śledztwa jako takiego. Bliżej autorowi do Larssona niż do Lackberg, przynajmniej w moim odczuciu.

Głównych bohaterów jest dwóch – Henrik HP Pettersson jest typowym nierobem i nieudacznikiem, który stara się jakoś „prześlizgnąć” przez życie. Ciągle na bakier z prawem, ciągle szukający łatwego zarobku. Jego życie ulega nagłej zmianie gdy przypadkowo znajduje tajemniczy telefon komórkowy i zostaje wciągnięty do gry, mieszającej świat realny z wirtualnym.

Drugą bohaterką jest Rebecca Normen – w zasadzie całkowite przeciwieństwo HP. Policjantka, której życie jest poukładane i pnie się z mozołem po szczeblach kariery. I choć na pierwszy rzut oka tych dwoje kompletnie nic nie łączy, wraz z biegiem fabuły autor potrafi zaskoczyć swoją pomysłowością.

Cały pomysł fabuły opiera się o założenie, że istnieje tajemnicza Gra. Gracze otrzymują zlecenia za pomocą telefonu, za których realizację i nagranie otrzymują punkty i pną się w rankingu. Dodatkowo, punkty mogą wymieniać na pieniądze. Niejako obok ciągnięty jest wątek fabularny Normen, która z jednej strony całkowicie poświęca się pracy, z drugiej zmaga się z niezamkniętymi sprawami z przeszłości.

Nie zdradzając fabuły – Anders de la Motte stworzył bardzo dobrą powieść. Do charakteru bohatera dopasował nawet język i narracje – u Petterssona jest ona chaotyczna, szybka, często wulgarna z wtrąceniami z obcych języków. Gdy czytamy o przygodach Normen, język staje się bardziej stonowany, poukładany.

W praktyce wyszło to bardzo dobrze i [geim] czyta się szybko i z przyjemnością. Nie ma tu żadnego „lania wody” i nabijania wierszówki. Akcja pędzi do przodu a kolejne wydarzenia powodują, że ciężko się oderwać od lektury. Z niecierpliwością oczekuje pozostałych dwóch tomów, których wydanie zostało już zapowiedziane przez wydawnictwo.

Moja ocena: 5/6