Casanova z ostrzem

Ponad cztery lata temu grałem w Assassin’s Creed. Miło wspominam tamten czas, choć dzisiaj grę oceniłbym nieco ostrzej – głównie ze względu na powtarzalność. Z różnych powodów nie śledziłem rozwoju serii i druga część wpadła dopiero niedawno w moje ręce. Plus tego wszystkiego taki, że kosztowała praktycznie grosze.

Assassin’s Creed 2 to kontynuacja fabuły z pierwszej części. Desmond ucieka z Abstergo i walczy z templariuszami jako asasyn. Tym razem już nie jako Altair, ale Ezio Auditore de Firenze – florencki szlachcic, gdyż akcja przeniesiona zostaje do Włoch w latach 1476-1499.

Zasadniczo, jesli ktoś grał w część pierwszą, to wie jak wygląda rozgrywka. Jako asasyn będziemy wspinać się, skakać, biegać no i mordować. Deweloperzy wzięli sobie jednak do serca słowa graczy i w tej części Ezio może dodatkowo pływać i nurkować. No i polatać, ale o tym później.

Oczywiście nowa część to także poprawiona grafika. Nie wiem czy jest to jakiś kolosalny krok w stosunku do AC1, ale nawet dzisiaj, w 2012 roku, gra na maksymalnych ustawieniach wygląda ładnie. Nie jest to oczywiście poziom BF3, ale należy pamiętać, że gra wyszła w 2010 roku i nie ma kosmicznych wymagań.

Niezaprzeczalnym atutem gry jest fabuła. Rozwija się ciekawie, jest może w wielu miejscach przewidywalna, ale śledziłem jej rozwój z przyjemnością. Do tego jest urozmaicona. W przeciwieństwie do poprzedniej części, AC2 nie nudzi się. Także zadania dodatkowe są ciekawe i urozmaicone. Twórcy dołożyli też do gry całkowitą nowość – zarządzanie posiadłością. Gracz za pieniądze będzie mógł dokonać renowacji dworku wuja, żeby zarabiać jeszcze większe pieniądze.

„Biegamy” po kilku miastach, pomiędzy którymi możemy poruszać się konno lub skorzystać z opcji szybkiej podróży. To bardzo dobre rozwiązanie – dzięki temu nie nudziłem się, gdy musiałem udać się z punktu A do B.

Podczas samej rozgrywki spotkamy wiele postaci niezależnych. Każda z nich jest jednak skonstruowana w sposób niezwykle wyrazisty i barwny. Aż chce się grać. Ba, spotkamy także samego mistrza Leonarda. To właśnie on będzie rozwijał nasz arsenał oraz udostępni swoje wynalazki. Tak, tak – o tym wspominałem na początku. Latanie maszyną Leonarda to ciekawe urozmaicenie rozgrywki.

Niestety, Assassin’s Creed 2 to nie gra idealna. Jedna sprawa to „genialny” system zabezpieczeń od UbiSoftu. Niestety, ale domyślnie zapisuje on postępy w grze w chmurze. A robi to w sposób dość losowy. Pomysł może i dobry, ale wykonanie fatalne.

Druga sprawa, to praca kamer. Niestety, często chcą one nam „pomóc” i w trakcie wykonywania jakiejś akcji zmieniają swoje położenie. Efekt tego jest taki, że na przykład zmieniamy w trakcie skoku kierunek i lądujemy parę pięter niżej. Trzecia sprawa, to błędy samej gry. Zdarzało się, że przeciwnicy zacinali się na niewidzialnych ścianach czy też nie odpalała się jakaś sekwencja.

Wszystkie te błędy – choć irytujące – nie powstrzymały mnie jednak przed ukończeniem fabuły. Bo ta wciąga, a sama gra – poza paroma momentami – jest niezwykle wciągająca i przyjemna. Na tyle, że zaopatrzyłem się w kolejną część, chcąc poznać dalsze losy Ezia.