Assassin’s Creed

assassinAssassin’s Creed był hitem na konsole, jednak jako osoba, która takowej nie posiada, nie emocjonowałem się zbytnio tym tytułem. Gdy zaś twórcy zapowiedzieli, że nie pojawi się żadne demo, spadł on jeszcze bardziej w rankingu oczekiwanych pozycji. Jednak w końcu nastąpiła premiera i dzięki firmie Cenega Poland za niecałe 100 złotych każdy mógł sam przekonać się, czy gra słusznie uzyskała rozgłos.
Wydanie nie budzi zachwytu. Za niemałe pieniądze otrzymujemy jedynie „podstawowy zestaw” – płyta i instrukcja. Ta druga w dodatku niebyt gruba, choć trzeba przyznać, że ciekawie napisana i wyjaśniająca wszelkie niuanse gry. Jednak za niecałe 100 złotych spodziewałem się więcej. Plakat, może soundtrack? Szkoda, tym bardziej, że konkurencja bardziej się stara. Gra jednak została zainstalowana, podczas każdego uruchamiania pobiera sobie ewentualne poprawki – można grać.

Początkowo niewiele wiadomo – intro, ukazujące starożytne miasto gdzieś w Ziemi Świętej a do tego postać tajemniczego asasyna, wykonane zostało bardzo starannie. Gdyby było dłuższe mógłbym je z całą świadomością umieścić na równi z tym, widzianym w Wiedźminie – a to bardzo dobrze o nim świadczy. Po nim czas na standardowe ustawianie profili, grafiki, sterowania i można zaczynać właściwą zabawę. Jednak niewiele się wyjaśnia – ot rozmazana grafika, jakieś niebieskie nitki pajęczyn na ekranie, do tego głos jakby „z zaświatów” – i następuje niespodzianka – zostajemy wybudzeni. Okazuje się, że wcielamy się w postać Desmonda Milesa – młodego człowieka uprowadzonego przez firmę Abstergo. Według teorii tej firmy, w każdym człowieku tkwi pamięć jego przodków zachowana głęboko w DNA. Stworzono więc maszynę – Animus – pomagającą „przypomnieć” sobie dzieje przodków. Jak się bowiem okazuje, Miles – a właściwie jego praprapra… dziadek Altair – jest zabójcą w Ziemi Świętej. Poszukuje tam pewnego artefaktu, którym zainteresowana jest firma Abstergo. Stąd Desmond zostaje przymuszony do współpracy.

Chcąc nie chcąc – równolegle śledzimy więc historię Desmonda oraz Altaira. Przy czym „śledzimy” jest tutaj jak najbardziej na miejscu – autorzy po prostu odsłaniają kolejne kawałki układanki, nie pozostawiając graczowi wiele do samodzielnego odkrycia. Szkoda, bo przez to Assassin’s Creed staje się typową grą zręcznościową, w której fabuła jest tylko pretekstem do biegania, skakania i zabijania. Wracając jednak do samej rozgrywki – po wejściu do Animusa, Desmond dosłownie przejmuje kontrolę nad Altairem. Na szczęście na początku rozgrywki jest swoisty samouczek, w którym przedstawiono podstawy sterowania. Po nim następuje wstępna misja, w której wykorzystujemy poznane techniki. Przez całą grę pojawiać się zresztą będą teksty pomocy przypominające klawiszologię. Nasza pierwsza misja jest jednak nie do końca udana, przez co zostajemy zdegradowani i przymuszeni przez zakon asasynów do wypełniania różnych zadań by odzyskać utraconą rangę. Takim oto sposobem zwiedzimy m.in. starożytny Damaszek czy Jerozolimę. Obszar gry to także miejsca poza tymi miastami, który także nie należy do najmniejszych. Na szczęście twórcy pomyśleli o niecierpliwych graczach i udostępniono opcję umożliwiającą korzystanie z transportu konnego. Pojawia się także możliwość automatycznego przeniesienia do wybranego miejsca.

Jako Altair mamy dostęp do technik asasynów, pozwalających na skuteczne eliminowanie przeciwników. Z początku – ponownie jako uczeń – posiadamy tylko miecz. Jednak wraz z wykonywaniem głównych zleceń, polegających na zabiciu jakiejś ważnej osoby, odzyskujemy swój początkowy status i ekwipunek. Muszę przyznać, że ukryte ostrze czy noże do rzucania świetnie się sprawdzają podczas gry i zapewniają świetną zabawę. Dodatkowo Altair potrafi zwinnie poruszać się po całym mieście – wliczając w to ściany oraz dachy budynków. Jest to chyba największa przyjemność z tej gry – przeskakiwanie po wszystkim co się da, byle dotrzeć do celu. Szczególnie, że upadek niekoniecznie oznacza śmierć. Podczas całej gry posiadamy tzw. poziom dostrojenia, który zobrazowany jest przez poziome paski w górnym prawym rogu ekranu. Jest to jednocześnie poziom naszego życia. Odzyskujemy je postępując zgodnie z kodeksem asasynów i wypełniając zlecenia. Assassin’s Creed nie jest tytułem, w którym łatwo zginąć.

Radość z tego jest tym większa, że same miasta są dość spore i wykonano je bardzo starannie. Jak zresztą całą grę – Assassin’s Creed po prostu zachwyca grafiką oraz optymalizacją samego silnika. Zabawa jest płynna, nie wystąpiły u mnie żadne przycięcia – a komputera wcale nie mam „z najwyższej półki”. W miastach krążą ludzie oraz strażnicy, dodatkowo możemy natknąć się na żebraczki bądź też umysłowo chorych. Dla Altaira najważniejsze jest jednak pozostanie w ukryciu. Na ekranie cały czas widać symbol odpowiedzialny za poziom „dekonspiracji”. W zależności od jego wskazań albo będziemy mogli swobodnie poruszać się między strażnikami, albo też będzie nas szukało całe miasto. W tym drugim przypadku będziemy musieli skorzystać ze skrytek – wskoczyć do stogu siana, wmieszać się w tłum udając zakonnika, bądź też skorzystać z altan znajdujących się na dachach domów. Wszystko to pozwoli na odzyskanie anonimowości.

Na plus zaskoczyło mnie właśnie sterowanie. Często jest tak, że do tytułów konsolowych należy zaopatrzyć się w pad, by prowadzić normalną rozgrywkę. W tym wypadku tak nie jest – sterowanie klawiaturą oraz myszką sprawdza się wyśmienicie. I mówi to osoba, która wcale nie jest jakoś ponadprzeciętnie zręczna jeśli chodzi o gry komputerowe. Jednak bez najmniejszego problemu poruszałem się po dachach oraz walczyłem z przeciwnikiem. Wykonywanie określonych kombinacji także nie sprawiło mi trudności. Rozwijając nieco ten temat – Altair porusza się w dwóch trybach – zwykłym oraz specjalnym. W tym pierwszym można normalnie poruszać się po mieście. Ten drugi umożliwia nam korzystanie ze zdolności asasyna – można więc wdrapywać się na ściany czy też atakować z ukrycia. To drugie zresztą często jest nagradzane krótkim filmikiem ukazującym moment efektownego (i efektywnego) zabicia przeciwnika.

Nie jest to niestety gra bez wad. Przede wszystkim widać jej konsolowość w kwestii zapisywania. Dzieje się to automatycznie w kluczowych lokacjach lub po wykonaniu określonej misji. Przeszkadza to, gdy chcemy po prostu przerwać zabawę – musimy wtedy często cofnąć się nieco w akcji, bądź też przerywać ją zaraz po miejscu zapisu. Szkoda, że wersja „piecowa” nie doczekała się jakiegoś bardziej standardowego rozwiązania. Drugą rzeczą przeniesioną wprost z konsol są dodatkowe „znajdźki”. Możemy zbierać różne flagi rozrzucone po miastach i Królestwie, bądź zabijać wrogów z zakonu Templariuszy. Jednak nie pomyślano o tym, co gracz uzyska w nagrodę. Szkoda, bo przez to ich kolekcjonowanie nieco traci sens. Ostatnią przeszkadzającą sprawą jest praca kamery. Przez całą grę śledzimy poczynania Altaira zza jego pleców. Tylko w określonych momentach możemy „przełączyć się” na chwilę w tryb pierwszoosobowy. Niestety, kamera zza pleców często potrafi się zgubić – przechodząc wąską uliczką i walcząc z wieloma przeciwnikami, nieraz nie będziemy w stanie iść w wybranym wcześniej kierunku. Kilka razy zdarzyło mi się wbiec w ścianę zamiast uciec uliczką, co jest nieco irytujące.

Sama rozgrywka także potrafi zniechęcić schematycznością. Za każdym razem zadanie wygląda tak samo – udać się do miasta i wspiąć się na punkty obserwacyjne. Dzięki temu odsłoni się fragment mapy i zostaną na nim zaznaczone zadania. Następnie należy wypełnić kilka z nich i odblokować w ten sposób możliwość zabicia wroga. Potem udajemy się do przełożonego, który zleca nam nowe zadania. I tak w kółko. Problemem jest właśnie mała różnorodność zleceń. Eskorta, przesłuchanie, podsłuchanie, zabójstwa bądź wyścigi to trochę mało. Do tego dochodzą misje niezależne, odnajdywane w miastach. Broniąc mieszkańców przed bandytami uzyskujemy w zamian jakiś bonus – albo paru mnichów dzięki którym możemy wtopić się w tłum, albo garstkę osiłków, opóźniającą pościg. Wielka szkoda, że autorzy nie postarali się o nic więcej. O różnorodności znanej choćby z GTA Vice City można zapomnieć. Dziwię się także, że gra odniosła taki sukces na konsolach. Tam misji było jeszcze mniej. Edycja komputerowa została bowiem wzbogacona o przesłuchania, pościgi oraz eskorty.

Także SI przeciwników nie jest zachwycające. Podczas gdy walczymy z kilkoma wrogami, przeważnie to jeden, góra dwóch atakuje, a reszta przygląda się temu, od czasu do czasu wyprowadzając cios. Potrafią za to całkowicie „zgłupieć” lub zablokować się, jeśli udamy się w jakieś nietypowe miejsce, np. balkon na piętrze. Zdarza się także sytuacja odwrotna – spotykamy przeciwnika, który robi z naszą postacią co tylko chce, a sami w żaden sposób nie będziemy mogli go pokonać. Irytuje też czasem zachowanie mieszkańców, gdy skradamy się za jakąś postacią i ktoś nas zaczepi w jakiejś wąskiej uliczce. Wiele minut może trwać taka zabawa w „szturchanie” naszego bohatera, zanim wymanewrujemy nim do bezpiecznego miejsca. Inna sprawa, że misje przesłuchania wymagają udania się za podejrzanym w odosobnione miejsce i pobicie go, dzięki czemu uzyskuje się informacje. Zdarzyło mi się jednak dokonanie tego czynu na środku placu i nikt nie zareagował. Tak samo jak mało przejęli się faktem, że zniszczyłem czyjś stragan. Wystarczy jednak wejść na dach, by zacząć alarmować straże.

Gra została wydana w całkowicie polskiej wersji językowej. Cenega „słynie” z tego, że potrafi „położyć” bardzo dobry tytuł swoim tłumaczeniem. Tutaj na szczęście tak nie jest – gra aktorska nie przeszkadza, a wszystkie teksty są zrozumiałe. Co więcej, gdybym nie wiedział, że w tytule pojawiają się Daniel Olbrychski i Borys Szyc, nigdy bym się tego nie domyślił. Duże brawa dla nich za podłożenie głosu.

Assassin’s Creed jest grą nierówną. Z jednej strony zachwyca grafiką i możliwością „małpich skoków” po mieście. Nawet, jeśli nie wypełnimy zleceń potrafi dostarczyć dużo frajdy. Skakanie po dachach i finezyjna likwidacja wrogów po prostu bawi. Łatwość tego wszystkiego prowokuje do dalszych eksperymentów oraz „podchodów”. Problemem jest tylko fakt, że wszystko to nie przyciąga na zbyt długo. Zadania nudzą, historia opowiadana bez naszego udziału niezbyt wciąga. Samo zakończenie mnie rozczarowało. Brakowało mi także możliwości wchodzenia do domów mieszkańców oraz trybu dnia i nocy. Więcej – nie ma nawet różnych warunków atmosferycznych. Szkoda, dzięki tym wszystkim opcjom gra by na pewno zyskała. Czekam jednak na kolejną część. Mam nadzieje, że twórcy bardziej rozwiną elementy RPGowe oraz wymyślną nowe zadania do wykonania i mimo wszystko uważam, że warto zapoznać się z tym tytułem. Pozachwycać się grafiką, poskakać – dosłownie – po mieście. I oczekiwać drugiej, miejmy nadzieję, bardziej rozbudowanej części.

Ocena: 4 / 6
Producent: Ubisoft Studios
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor PL: Cenega Poland
Data premiery: 08 kwietnia 2008
Data wydania PL: 18 kwietnia 2008
Wymagania sprzętowe: Intel Core 2 Duo 2,2 GHz, 2 GB RAM, 512 MB akcelerator 3D, Windows XP/Vista, 12GB na HDD
Graliśmy na: Intel Dual Core 2,4GHz, ATI Radeon HD3650 512MB, 2GB RAM
I…: wszystko na full i zero problemów

Redakcja: Beata ‚teaver’ Kwiecińska-Sobek
Pierwotnie opublikowano na: http://gry.polter.pl/Assassins-Creed-c18086