Marsz Czarnych Diabłów

marsz-czarnych-diablowŚwięta święta, więc ja o czymś zupełnie innym. Za 99,00 zł w sieci Empik można kupić zestaw 3 książek historycznych. Jedna z nich to pozycja Evana McGilvray’a – „Marsz Czarnych Diabłów”. Jak mówi nam podtytuł, będzie w niej mowa o ‚odysei Dywizji Pancernej generała Maczka’. Cóż, wydawnictwo Rebis pokazało, że seria historyczna warta jest czytania. Osobiście lubię oddziały pancerne, a zagraniczne nazwisko autora dawało szanse na obiektywne spojrzenie. Do samej zaś książki dołączono zakładkę, na której książka reklamowana jest jako ‚doskonała monografia 1. Dywizji Pancernej generała Maczka’. Zachęcony tym wszystkim zasiadłem do lektury.

Może najpierw trochę technicznie o książce – twarda oprawa, duża czcionka, obwoluta, wspomniana już zakładka. 320 stron, z czego tylko 240 zajmuje właściwa treść książki. Reszta to bibliografia, spisy osobowe oraz struktura dywizji. Do tego cztery razy po osiem stron na kredowym papierze z fotografiami z tamtego okresu. I tu pojawią się już moje pierwsze krytyczne spostrzeżenia.

Po pierwsze, nie widzę sensu zamieszczać list odznaczonych, które zajmują ponad 30 stron. Rozumiem, że to przez wzgląd na pamięć, ku czci etc. Niestety mnie, jako czytelnika, średnio interesuje kto i za jaką bitwę otrzymał jakie odznaczenie. Druga sprawa, to wspomniana już czcionka. Jest duża, przez co książkę czyta się błyskawicznie (mi zajęło to dwa dni). Owszem, materiału jest sporo, ale można by dołożyć więcej.

I w ten oto sposób dochodzimy do sedna, czyli treści książki. Autor sprawnie opisał losy żołnierzy, boli mnie tylko dobór materiału. Powstanie Dywizji zostało przedstawione dość skrótowo, zaś późniejsze opisy skupiają się głównie na 10. Pułku Strzelców Konnych. Oczywiście nic w tym złego, jeśli ktoś skupia się na działaniach jednej formacji. Tylko czemu w takim razie na okładce widnieje 1. Dywizja Pancerna? Szkoda, bo czyta się bardzo przyjemnie. Przeszkadzają mi tylko w niektórych miejscach przypisy pochodzące od tłumacza. O ile gdzieniegdzie faktycznie dodaje pewne informacje, bądź uzupełnia te już podane, to w paru da się wyczuć ‚polski patos’. Na minus zaliczyć też trzeba znikomą ilość map (naliczyłem trzy). Niestety, przy opisach starć mapy są niezbędne dla lepszego rozeznania sytuacji. Tutaj tego zabrakło.

Czas na jakieś podsumowanie. Książka jest nierówna. Na pewno nie wyczerpuje tematu, jest raczej skierowana do osób, które nic nie wiedzą o Dywizji, a chciałyby się czegoś dowiedzieć. Z drugiej strony – czytało mi się ją bardzo dobrze.

Ocena: 4-/6

Tagi: